Znany krytyk, wielka osobowość polskiej telewizji
znów jest we wspaniałej formie. Po chorobie, która omal nie przykuła go na
zawsze do łóżka, nie ma prawie śladu. Są za to wspomnienia i powrót do
niezapomnianych czasów dzieciństwa...
Spałem z owieczką
Urodziłem się w Białej Podlaskiej. Pod jednym
dachem żyły trzy pokolenia: rodzice, dziadek, siostra i ja. Mieliśmy mnóstwo
zwierząt. Moja była owieczka. Spałem nawet z nią, ale pewnej nocy znikła.
Rodzice powiedzieli, że uciekła. Po latach dowiedziałem się, że rodzice oddali
ją na wieś, bo przemieniła się w dorosłe zwierzę - wspomina Kaczyński.
W jego rodzinnym domu honorowano zasadę, że to
mężczyzna pracuje zawodowo, a kobieta prowadzi dom. Opowiada: - Ojciec przed
wojną pracował w miejscowej fabryce samolotów. Do dziś pamiętam przyjęcia,
które mama organizowała. Kiedyś przyszło 60 osób, cała orkiestra Filharmonii
Lubelskiej. Po tych czasach zostały mi adamaszkowe obrusy wielkości pokoju. Nie
mam co z nimi zrobić, więc chyba potnę je na ścierki. Ale szkoda!
Baliśmy się ojca, wystarczyło, że usłyszeliśmy od
mamy: "Bo powiem tacie..." - i już pokornieliśmy. Od taty nie
dostaliśmy nigdy nawet klapsa, ale od mamy czasami... ścierką.
Choć jestem zodiakalnym Bykiem, to waleczna była
moja siostra Anna. Pamiętam, kiedyś wiozłem ją na sankach i nagle czuję, że
zrobiły się lekkie. Odwracam się, a ona "łubu-du", bije chłopaka.
Pytam: - "Co się stało?". Ona na to: - "Już nigdy nie nazwie cię
kaczką". A ja nawet tego nie słyszałem.
Zawiodłem swego ojca
Moi rodzice byli bardzo muzykalni. Ojciec
zdecydował, abyśmy grali na pianinie. Zaczynałem w wieku 2,5 roku. Kiedy byłem
rok starszy, dałem pierwszy koncert w ogromnej sali w Domu Strażaka. Grałem
"Jaś mi z jarmarku przywiózł pierścionek". Pamiętam, ojciec stał w
kulisie i dawał mi znaki: wstań, ukłoń się, zacznij grać. Wtedy zaczynałem. Siostra
zbuntowała się wcześnie, porzuciła pianino w wieku 12 lat. Została
matematykiem. Sam poszedłem na Akademię Muzyczną w Warszawie, czym uradowałem
ojca. W 1959 roku zaproszono mnie po raz pierwszy do telewizji. Szklany ekran
zafascynował mnie. Pomyślałem: "To nie dla mnie siedzenie przy fortepianie
6-8 godzin dziennie" - wspomina Kaczyński. Pianistą nie został, ale życie
go rozpieszcza: - Poznałem najznamienitsze gwiazdy opery, napisałem 10 książek,
miałem własne programy telewizyjne. Robiłem karierę, a mimo to ojciec nigdy nie
wybaczył mi porzucenia fortepianu - wspomina.
Muzyka ważniejsza niż żona
W 1978 roku Bogusław Kaczyński mieszkał w Nowym
Jorku, gdy dostał propozycję pracy dla amerykańskiej telewizji. - Miałem
prowadzić program na włosko-polskim kanale. Radziłem się wielu sławnych ludzi,
co robić? Przedtem poza Polską nie byłem dłużej niż pół roku i zawsze do domu
pędziłem jak na skrzydłach. Bałem się życia na obczyźnie. Myślałem: - Skończę i
pojadę do nich za rok. Ale po roku nikt na mnie już tam nie czekał. Nieraz
myślę o tej odrzuconej propozycji. Jak potoczyłyby się moje losy? - zastanawia
się. Dla mnie Nowy Jork to stolica świata, moje ukochane miejsce, ale gdy widzę
swoją publiczność... Kilka dni temu, gdy kuśtykając, wyszedłem na scenę w
Katowicach, owacjami przywitało mnie 6 tys. ludzi. Wtedy pomyślałem: - Dobrze
wówczas zrobiłem, że wróciłem do swojej publiczności!
Pyta pani o moje małżeństwo. Byłem żonaty, ale po
pięciu latach rozstaliśmy się. Chwila jakiejś fascynacji, chciałem spróbować,
jak by to było. Ale nie udało się. Dla sztuki porzuciłem życie prywatne. Bo
sztuka jest zazdrosna i musi być najważniejsza, a cała reszta to tylko dodatek
- mówi z przekonaniem.
Książka dla otuchy
- Nie boję się samotności i starości. Przede mną
jeszcze tyle do zrobienia - wyznaje Kaczyński. Udaru mózgu dostał w marcu ub.
roku. Potem była długa i trudna rehabilitacja i setki e-maili ze słowami
wsparcia od ludzi z całego świata. To właśnie ta korespondencja natchnęła pana
Bogusława do napisania książki o zmaganiach z tą straszną chorobą. - To będzie
książka o moim udarze i sposobach dochodzenia do sprawności. Chcę, by dodała
wszystkim cierpiącym otuchy - mówi Bogusław Kaczyński i po raz pierwszy
opowiada o dniu przed wypadkiem, gdy doznał udaru mózgu. - Kiedy przeglądam
moje liczne wywiady opublikowane na krótko przed wypadkiem, powtarza się w
nich, że jestem bardzo zmęczony. 5 marca wróciłem ze Sztokholmu, gdzie w
miejscowej klinice odwiedziłem moją siostrę Annę. Lekarz powiedział, że zostało
jej niewiele dni życia. To był rak płuc - panu Bogusławowi, gdy to mówi, łamie
się głos. - Na lotnisku w Warszawie wylądowałem o godzinie 21, a o 9 rano następnego
dnia leżałem już w szpitalu. Bogusław Kaczyński nie był na pogrzebie siostry,
był sparaliżowany. Do dziś jednak nie chce, by przyjaciele, którzy ją żegnali w
Sztokholmie, opowiedzieli mu o ceremonii. - Miała przejść na emeryturę,
planowaliśmy, że zamieszkamy razem. Nie mogę się z tym pogodzić, nie przyjmuję
do wiadomości, że jej nie ma - mówi pan Bogusław.
Podczas długiego pobyt w szpitalu Kaczyński
widział cierpienie i śmierć ludzi. Ich dramaty. Słyszałem, jak dzieci mówiły do
swoich sparaliżowanych rodziców: - Musisz iść do domu starców, my cię nie
zabierzemy, gdyż nie mamy warunków i czasu na opiekę. Odkąd Bogusław Kaczyński
wyzdrowiał, zasypywany jest setkami e-maili. - Zawsze odpisuję - mówi pan
Bogusław. - Kilka dni temu dostałem pełnego rezygnacji e-maila od znajomej
młodego chorego człowieka. Pytała mnie, co robić? Rodzina i żona go opuścili.
Starałem się dodać jej otuchy. Napisałem, że nawet po 10 latach rehabilitacja
przynosi oczekiwane efekty. Należy tylko chcieć i wierzyć - przekonuje.