Otworzył jedno oko, głośno ziewnął, przeciągnął się i leniwie zwlekł z łóżka. - Bibi, gdzie ty jesteś?! - krzyknął Mikołaj. Lecz zanim zdążył założyć okulary, w jego pokoju czekał już roześmiany pomocnik. - Dzisiaj nasz wielki dzień, panie, ruszamy w świat rozdawać prezenty! Święta, święta się zaczęły! - radował się. Zanim Mikołaj zdążył cokolwiek powiedzieć, Bibi naszykował syte śniadanie, przygotował sanie i zapakował na nie wszystkie podarunki. - Ruszamy! Jest tyle domów do odwiedzenia, nie ma co tracić czasu - zarządził Mikołaj.
Przemierzali setki kilometrów. Odwiedzali miliony domów, spełniali marzenia wszystkich dzieci, a i nawet niejednego dorosłego udało się Mikołajowi zaskoczyć. Misja rozdawcy prezentów i jego pomocnika trwała. Trwała i jak na razie przyniosła same sukcesy.
Mijali kolejne domostwa, w tempie, oczywiście, szybkim. Przechodząc jednak obok olbrzymiej, zardzewiałej bramy, Mikołaj się nie zatrzymał. Ba, nawet na nią nie spojrzał. - Szefie, szefie, a ten wielki dom?! Nie zauważyłeś go?! Czy tam mieszka ktoś, kto nie zasługuje na nasze odwiedziny? – zaczął się dopytywać młody pomocnik. Mikołaj wiedział, że Bibi nie da się zbyć krótką odpowiedzią. Wyciągnął więc termos z gorącym mlekiem, nakrył się kocem, usiadł wygodnie w saniach i zaczął opowieść.
- Bardzo dawno temu, kiedy jeszcze ciebie nie było na świecie, a ja byłem małym chłopcem, w tym pałacu mieszkała królewska rodzina. Król i królowa mieli wszystko: władzę, pieniądze, zdrowie i swoją miłość. Nie mogli mieć tylko dziecka. Królowa przepłakała wiele nocy, prosząc i modląc się o maleństwo. Król szukał porad u najwybitniejszych mędrców. Dopiero po wielu latach oczekiwania los postanowił wynagrodzić ich cierpliwość. Królowa znalazła się w błogosławionym stanie. Narodziny królewny były najszczęśliwszym dniem w życiu królewskiej pary. Z tej okazji urządzono w pałacu wielki bal na cześć Aurory - bo tak nazwali ją rodzice. Na przyjęcie przybyli monarchowie i dostojnicy niemal z całego świata. W tak wyjątkowej chwili nie mogło zabraknąć oczywiście wróżek, które opiekować się miały małą księżniczką. Radosną atmosferę przerwało pojawienie się nieproszonego gościa. Zła wróżka, wściekła i obrażona na króla i królową, że jej nie zaprosili na tak wystawne przyjęcie, postanowiła się zemścić. I była to okrutna zemsta. Rzuciła na Aurorę zły czar. „Kiedy będziesz pełnoletnia, kolec róży zanurzy się w twoim ciele i zaśniesz wraz z całym dworem na 100 lat” – powiedziała i zniknęła. Tego wieczoru już nikt nie zaśmiał się w głos. Z dworu zniknęły nie tylko róże, ale i inne kwiaty. Królewska para pocieszała się, że będzie w stanie jakoś uchronić Aurorę od złego czaru.
- Mijały miesiące, lata, a Aurora z małej dziewczynki zmieniła się piękną pannę – kontynuował swoją opowieść Mikołaj. - W końcu nadszedł wielki dzień. Księżniczka miała osiemnaste urodziny i z tej okazji rodzice wyprawili jej huczne przyjęcie. Czy jeszcze ktoś pamiętał o klątwie? Chyba nie. Może myśleli, że zła wróżka nie żywi już urazy? Gości było w każdym razie mnóstwo, podobnie jak prezentów od nich. Nikt nie sprawdzał darów, a w pewnym momencie Aurora z ciekawością zaczęła je rozpakowywać. Klejnoty, suknie, księgi i wytrawne smakołyki z egzotycznych krajów – prezenty były wspaniałe i wydobywanie coraz to nowych cudeniek pochłaniało królewnę bez reszty. W pewnym momencie wzięła do ręki podłużne, czarne, drewniane pudełko. Otworzyła je bez namysłu. Poczuła ukłucie… Chyba już wiesz, co było dalej – zakończył opowieść Mikołaj i spojrzał na Bibiego.
Schował termos, rozprostował nogi i już chciał ruszać do kolejnego domu, gdy Bibi zaczął męczyć go kolejnymi pytaniami. - Mikołaju, to może oni tam jeszcze śpią?! Wejdźmy tam, sprawdźmy, co tam jest? A może tam już ktoś mieszka i czeka na naszą wizytę? – namawiał. - Daj spokój! Nie traćmy czasu, mamy jeszcze bardzo dużo pracy. Chodź już! - powiedział stanowczym głosem Mikołaj i ruszył w stronę sań.
Bibi był jednak uparty. Gdy Mikołaj utkwił na chwilę w kolejnym kominie, on – zamiast mu pomóc, co, wiedział, że przypłaci karą – wskoczył do sań, krzyknął na renifery i pomknął w stronę zardzewiałej bramy.
Sforsował ją, a po chwili jego oczom ukazał się wielki zamek. W pięknych komnatach zobaczyć można było pajęczyny, kurz, spod których wystawały piękne rzeźby. Bibi wchodził do kolejnych pomieszczeń. Tylko ten kurz… - Kolejna zmyślona bajka Mikołaja! Dałem się nabrać – pomyślał zły na siebie Bibi. Zaczął się zastanawiać, jak wściekły jest jego patron i jaką wymierzy mu karę. Oj, nie było mu do śmiechu… Od niechcenia szarpnął klamkę kolejnej komnaty.
Jakież było jego zdziwienie, gdy na sali zobaczył królewski dwór. Wszyscy spali, choć właściwie nie był to sen. Wyglądali jak woskowe figury z gabinetu, do którego kiedyś wszedł z Mikołajem, by zostawić prezent dla właścicielki. Bardzo mu się tam nie podobało. Tak samo jak tutaj…
Próbował obudzić gości: krzyczał, szturchał ich. Wszystko na próżno. Dwór wciąż spał. Bibi podszedł do dziewczyny w pięknej sukni. Nie miał wątpliwości, że to najpiękniejsza istota, jaką kiedykolwiek widział! Już chciał ją pocałować, gdy nagle nie wiadomo skąd pojawił się wielki, śnieżny smok! Zaczął zionąć lodowatym powietrzem, zamieniając wszystko w lód. To zapewne była kolejna robota złej wróżki. Wszystko, co pokrywało się lodowym osadem, po chwili rozpadało się na kawałki. Bibi zrozumiał, że jeżeli czegoś nie zrobi, z nim stanie się to samo.
Niewiele myśląc, chwycił pokryty rdzą miecz i ruszył wprost na smoka. Krzyczał i wymachiwał bronią. Smok zatrzymał się na chwilę i uważnie przyjrzał się pomocnikowi Mikołaja. Chłopak mógłby przysiąc, że w ślepiach smoka widzi rozbawienie. Nie do końca wiedząc co robi, rzucił ciężkim mieczem w stronę smoka. Miał szczęście – trafił w ślepia. Smok zaryczał i padł martwy.
Bibi ciężko dyszał. Miał dość opowieści, zamków, wszystkiego. Chciał wrócić do sań, nieważne, jaka będzie kara od Mikołaja. - Nic tu po mnie. Na dowidzenia dam buziaka tej pięknej dziewczynie i wracam – powiedział do siebie. Cmoknął królewnę w policzek. I stało się coś niewiarygodnego.
Aurora, bo to właśnie ona była tą piękną dziewczyną, obudziła się. A wraz z nią cały dwór.
Bibi nie wrócił już do Świętego Mikołaja. Został razem z księżniczką i jej rodzicami. Są razem do dziś. A swoim dzieciom przed snem zawsze powtarzają: trzeba być dociekliwym i odważnym. Można wtedy wiele zyskać…